Fot. autorstwa: Anna Hess - Prywatna galeria, CC BY-SA 4.0, Link
Marian Hess
„Bies i Czady”
Bardzo dawno temu, kiedy kraina gór, lasów
i połonin była bezludna i dziewicza, panował
na niej Zły-Bies. Z postaci był podobny
do człowieka, choć większy i rogaty.
U ramion miał wielkie nietoperzowe skrzydła.
Zły był zazdrosny o swoją ziemię i nie chciał
z nikim się nią dzielić. Jako absolutny władca
nie pozwalał dłużej się zatrzymywać w tych
górach ani pasterzom, ani kupcom.
Pewnego razu przywędrowało tu z daleka plemię,
któremu przewodził młody, silny i mądry San.
Dzika kraina spodobała się przybyszom.
Postanowili osiąść tu na stałe. Zbudowali chaty
i założyli wieś nad największą rzeką.
Nie mógł znieść Bies, że zakwitło życie w jego dotychczas bezludnym królestwie - rozgniewany, przeszkadzał przybyszom, jak tylko mógł.
Tam, gdzie wykarczowali drzewa, sadził nowe,
do zagród z owcami wpuszczał wilki, na poletka
napędzał dzikie zwierzęta aby tratowały zbiory.
Ludzie zaczęli narzekać, ale San urzeczony pięknem tej krainy, tak ją pokochał, że postanowił wytrwać i innych zachęcał, by nie uciekali porzucając domy i dobytek.
Bies gdy przekonał się, że nie może tych twardych ludzi pokonać w pojedynkę, stworzył sobie pomocników - Czadów.
Wyczarował ich tyle, ile starych drzew w lesie.
Były to pokraczne ludziki, ruchliwe, psotne
i wesołe - szkodziły ludziom, ile tylko mogły.
Na rozkaz Biesa ze złośliwą uciechą rozganiały pasące się na połoninach bydło, tańczyły w zbożu niszcząc wszystko, co było zasiane ludzką ręką.
Straszyły dzieci w kołyskach, budziły ludzi spoczywających po ciężkim dniu pracy, dosypywały gospodyniom piasku do zupy, chowały drwalom siekiery.
Złośliwe były i przebiegłe, wyliczanie ich "sprawek" mogłoby jeszcze trwać.
Życie plemienia stało się jeszcze cięższe.
San poprzysiągł, że pokona złe siły.
Pewnego dnia, kiedy w lesie pracował dłużej
niż najsilniejsi drwale, po ścięciu starego buka usłyszał krzyk, a potem cichutkie jęki i skargę wydobywającą się spod ciężkiego pnia.
Gdy San pochylił się, zauważył pokracznego
Czada przywalonego drzewem, proszącego
o darowanie życia. Dobry San uwolnił Czada.
Wdzięczny za ocalenie duszek wyznał, że on
i jego bracia nie lubią czynić zła, ale są do tego zmuszani przez Biesa.
Teraz, kiedy przekonał się o wspaniałomyślności ludzi, postanowił nie tylko im nie szkodzić,
ale pomagać.
Obiecał, że jako najstarszy w rodzie namówi
do tego swych braci.
Odtąd te małe stworzenia polubiły ludzi
i pomagały im, jak tylko umiały.
Pilnowały i zabawiały swymi psikusami dzieci, chroniły domy, pokazywały drogę w lesie, rozśmieszały nawet najbardziej nieszczęśliwych, rąbały drzewo do pieca.
Ludzie odwdzięczali im się miseczką mleka
i dobrym słowem.
Sielanka nie trwała długo, bo wnet dowiedział się
o sprzeniewierzeniu swych pomocników
pan tej ziemi - Zły Bies.
Zwołał wszystkie Czady i zapowiedział,
że albo będą trzymały z nim, albo je unicestwi
tak samo jak je stworzył.
Przerażone Czady przybiegły do Sana - chciały żyć, a nie chciały szkodzić ludziom.
Podczas długiej narady najstarszych
i najmądrzejszych członków plemienia
Czady podały sposób, jeden jedyny,
przy pomocy którego można zwyciężyć Złego.
Pokonać go może najsilniejszy z ludzi i tylko
o świcie, kiedy Bies odpina czarodziejskie skrzydła
i pozbawiony czarodziejskiej mocy kąpie się
w najpłytszym miejscu najszerszej rzeki tej ziemi.
Bez skrzydeł nie może czynić czarów, ale i tak jest ponadludzko silny.
San przemyślał radę Czadów i wezwał Biesa
na pojedynek o poranku, kiedy czarodziejskie skrzydła leżały na brzegu rzeki.
Bies roześmiawszy się złośliwie na widok człowieka z toporem stającego mu naprzeciw,
nie próbując nawet sięgać po nietoperzowe skrzydła, ruszył do walki.
San i Bies zmagali się od świtu do zmroku.
Człowiek słabł coraz bardziej, a Bies zdawał się nie czuć zmęczenia. Na brzegu walkę śledziło całe plemię i wszystkie Czady.
Kiedy Bies zrozumiał, że znalazł godnego sobie przeciwnika i przerażony myślą, że może przegrać, spróbował schwycić i przypiąć
magiczne skrzydła.
Wtedy to stary Czad, odwdzięczając się Sanowi
za uratowanie życia, wrzucił je do rzeki.
W tym momencie San walczył już ostatkiem sił.
Dziwny czar tkwił w diabelskich skrzydłach,
rzeka zyskała całą moc Biesa.
Woda nagle wzburzyła się i zmętniała.
Wartki, pienisty nurt porwał obu przeciwników.
Zatonął w rozszalałej rzece Bies, który nie umiał pływać, ale i nie uratował się, osłabiony walką, San.
Gdy następnego dnia wody opadły,
na dnie rzeki ludzie znaleźli splecione ze sobą
w śmiertelnym uścisku dwie postacie.
Oddając hołd odwadze i waleczności swego wodza, osadnicy nazwali jego imieniem wielką rzekę.
I w ten sposób pozostał - tak jak tego pragnął - dzielny San na ziemi, którą pokochał.
Góry, przez które przepływa ta rzeka, nazwali Bies-Czadami, od imienia ich złego władcy
i psotnych duszków.
Podobno Czady można spotkać tu i dzisiaj,
ale że i starych drzew, w których dziuplach mieszkają, jest już mniej, to i duszki te spotyka się rzadziej.
Czady czuwają nad pięknem tej polskiej krainy.
Na wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć jej uroku.
Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz,
potem się tylko wraca.
Tą piękną legendę opartą na kanwie autentycznych ludowych podań
stworzył Marian Hess, bieszczadzki osadnik, etnograf i rzeźbiarz, pasjonujący się miejscowymi podaniami i zwyczajami.
Bibliografia:
Marian Hess: https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Hess
Zdjęcie: Anna Hess - Prywatna galeria, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8278357
https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Hess#/media/Plik:
Marianhess.jpg
https://web.archive.org/web/20081020013551/http://
www.biesy.friko.pl/legenda.htm#100
https://archive.ph/20071112085317/http://www.agro-bieszczady.pl/main.php?go=2&id=4
https://wedrowaniebezplecaka.visitcarpathia.com/
aktualnosc/65
https://bieszczady.land/osadnik-etnograf-rzezbiarz-poznajcie-tworce-legendy-o-biesach-i-czadach/
https://www.youtube.com/watch?v=VERy56rtgvY
Polecane:
Serdecznie polecam również: Legendy Polskie. Allegro
Wywiad z Borutą: YouTube
Tomasz Drabek to geniusz: Wikipedia